niedziela, 5 lutego 2017

dość

przedziwny weekend, bo nie wyspałam się za grosz. w sobotnie południe wybraliśmy się z Templariuszem na obiad w starym P. i naprawdę wzięliśmy obiad, ja mintaja, on podwójnego gyrosa. [teraz już wiem, że może zjeść każdą ilość mięsa]. potem tesco i kolejne kilkanaście godzin w Ż. mgła w drodze wisiała niesamowita. dwa filmy Ave Cezar i niesamowitą wprost chałę Duma i uprzedzenie, i zombie. łączy nas zdecydowanie upodobanie do filmów typu camp w przerwach w pracy. rano chleb z marmoladą i zielona herbata. z fonetyki 5. najwyraźniej bez wielkich mecyi może być nieźle. nie wiem, co robię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days