piątek, 24 lutego 2017

Ostatni

(nie)pracujący dzień ferii spędziłam w M na herbacie i rożku, u fryzjerki, na obiedzie z mintajem i Luś, na kawie... w takiej właśnie kolejności. rano wiatr łeb ukrywał, chłód przeszywał i trochę się grzebało. obgadywałyśmy wszystko jak zwykle i przez to musiałam postawić jej wieczorem tarota. postawiłam więc i sobie... w przeszłości król pentakli, teraz dyjabeł, obydwie odwrócone, w przyszłości dziesiątka kielichów jak najbardziej ryjem do góry. muahahaha... chociaż jeśli król to CM a dyjabeł to hiling, aż strach się bać tego szczęścia co to mję oczekuje. na razie jednak stopy mam zimne, głowę również, a oczy kiepskie, coś szczęścia nie widać. Dobranoc.

1 komentarz:

  1. Oj tam nie widać. Nie wszystko od razu widać. Może trzeba poczuć to szczęście. serdeczności.

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days