czwartek, 16 lutego 2017

uroczo

mija czas. wysypiam się.
we wtorek najpierw wypiłyśmy z Luś po rozgrzewającej herbatce. potem z szynobusa wysiadłyśmy na Nadodrzu, żeby pospacerować we mgle w kierunku katedry (szadziowa bajka). po drodze wstąpiłyśmy na kawę i ciastko do Cafeterie Chic (nazwa bombastyczna, ale całkiem sympatyczne miejsce, tylko jak dla mnie pora na słodkości i kawę nieodpowiednia).



ok. 11 weszłyśmy do Narodowego.
oczywiście kupiłam magnes.

(mam ochotę zajrzeć jeszcze kiedyś do Marii Magdaleny z powodu tych wszystkich drewnianych ludzi na dzień dobry)

pani stojąca w pobliżu Matejki bardzo kontaktowa i chętna do edukowania ciemnej masy, za co jestem jej wdzięczna. fajnie myśleć, że oni nie tylko tam stoją i dostają żylaków.


w planach miałyśmy obiad w Mexicanie, ale okazało się, że restauracja otwiera się dopiero o 14, a kultowa pizzeria na Szewskiej była przepełniona głodnym ludem. (słońce rozlało się po starym mieście) w efekcie Darea na Kuźniczej i lunch set nr 1 (szuszi dzień za dniem to jakiś dramat moralny).


za szybko to wszystko wchłonęłam i trochę odchorowałam to w nocy. w międzyczasie jednak po 14 Templariusz odebrał nas obie z Matejki i podwiózł Luś do Tcy*. We dwójkę pojechaliśmy do Ż, żeby obejrzeć trzy pierwsze odcinki nowego serialu z Winoną Ryder (jak ona to robi, że tak wygląda? czyli mamy Netflixa).

w głowie grało mi przez te dni W co mam wierzyć, [także] Kubasińskiej (Mira towarzyszy mi, gdy piszę tę notkę, świetna jest ... A miałeś przyjść)

wczoraj podjęłam decyzję, że jest mi potrzebny nowy komputer i drukarka ze skanerem. może jutro, może. w zasadzie to nawet miało być już dzisiaj, ale zamiast tego zatopiłam się w lekturze lutowego Sensu (na okładce brzydki Lubos [kupiłam to długo przed poniedziałkowym kinem], w środku ciekawa  rozmowa Korwin-Piotrowskiej i Młynarskiej, i parę psychologicznych baboli - no ale nie z każdym pomysłem psychologicznym, szkołą czy coachingiem muszę się zgadzać).

rzekomo zupa dla mnie na niedzielę została już zakupiona w Biedronce. czy tym razem też będzie ostra napiszę ci po weekendzie. wieczorem pewnie wrócę do Bronka ...

[*tak więc pierwsze spotkanie Lusia z Templariuszem odhaczone]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days