niedziela, 2 kwietnia 2017

nic by z tego

babcia ma dzisiaj urodziny, teraz już prosto i na lewo do stodwudziestki. już wczoraj napoczęliśmy dwukilagramowy tort, dzisiaj poprawiny. porankami musiałam być na uczelni. zaskoczył mnie pan K. w sweterku a la Tony Halik. jak już napisałam, bardziej słuchałam niż się uczyłam. ironią losu jest, że z dwóch hiszpańskich cztery i cztery i pół, a z pana w sweterku po niemiecku pięć. rzekł mi ciepło na moje dukanie, że za dwa-trzy lata będę mówiła doskonale, tylko nie mogę się poddawać. rozumiesz :). dziś rankiem po mesendżerowej rozmowie z Templariuszem miasto pachniało przeszłym, wiosennym deszczem. i widzę, że Dyjak zaśpiewał z Markowską. super. chociaż wolę go samego. trzeci dzień pod rząd kilometr, lekko biodra dają znać o sobie. Basia od wczoraj mnie lubi, bo biegam. Dorcia, co może ma alkoholizm też jakby, nie za bieganie, tylko ogólnie. i Witosława lubię, jest dziwny straszliwie, pewnie dlatego. poza tym przez te dwa dni tak ciepło, że inauguracja krzeseł ogrodowych nastąpiła. jeszcze w nich nie czytałam, ale było pierwsze przymierzenie odwłoka. jutro ma być chłodniej.
______________________________
Nic by z tego nie wyszło Kochanie, 
Świat nie zniesie, by tak, ja i Ty. 
To już to skrzyżowanie, ten zjazd i niepamięć 
Stoi w progu i puka do drzwi ...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days