poniedziałek, 1 maja 2017

kilka dni,

które mogę opisać z ustami wypchanymi ciastem drożdżowym. w piątek postanowiłam zacząć majówkę wcześniej i zaprosiłam rodziców na obiad w nowym P. w sobotę zaskoczył mnie sympatyczny reportaż o Marku w wieczornej uwadze tvn. tymczasem niemój Templariusz od dwóch dni zanotował zadziwiającą aktywność informując mnie o postępach z naprawą samochodu i planach remontu łazienki. przedziwne są te nasze rozmowy, które z mojej strony ograniczają się do komunikatów wspierających w rodzaju to dobrze, rozumiem, good job, well done. od piątku jest słonecznie, ale cały czas chłodno, jakby wiosna przyblokowała się gdzieś pod kołem polarnym. w lidlu widziałam wegetariańskie szaszłyki. słucham Marka, słucham Czesia. drożdżowe wyszło dobrze. dzień dobry.

3 komentarze:

  1. da się zjeść te szaszłyki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego niestety nie wiem, wyglądały na takie, które mogę zrobić sama, a skoro mogę zrobić sama, to zrobię ... gdy będę grillowała ... a nie grilluję :D

      Usuń
  2. smacznego w takim razie ;)
    ;*

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days