czwartek, 29 czerwca 2017

pięknie

cud purymowy we wtorek wieczorem. lubię ...


napisałam dziś rano do starszego pana, czemuż zaliczenie widzę a oceny nie, i właśnie po południu zobaczyłam. oceny z kultury i historii również są. tym samym sesja zakończona z tarczą. środa była również niezwykle przyjemna, wprawdzie zaspałam i buńczuczne plany zajścia do kopuł lub na zwierzątka wygasł, ale i tak spotkałam się z A. bo ona chciała pogrzać miejsce na uczelni i wtulić się w atmosferę czerwcowych obron na anglistyce. ja natomiast najpierw poszłam do misia (pikantna zupa z ciecierzycą, kompot) potem do empiku i dokonałam dziwacznych, niepowiązanych ze sobą zakupów, 



a to książka do rosyjskiego od podstaw, a to Jestem Bogiem, a to powstanie warszawskie, a to Tokarczuk Prowadź swój pług przez kości umarłych. miasto powoli roztapiało się w słońcu ... taka Kuźnicza i patrzy na wszystkich pan Różewicz z okna:


poczekałam pod anglistyką trochę na A. potem weszłam na górę. panika ogólna, nikt nie wie w jakim języku mówi ... :D ... wcześniej rozmawiałam z Pe, zadatek za nocleg poszedł ... idziemy z A na Nożowniczą (uwielbiam tę nazwę). lunch sety się trochę zmieniły, ale to zmiana nawet na lepsze, najtańsza opcja z czterema ciepłymi rollami, które rozpływają się w ustach ...


po suszarni wracamy w kierunku Piasku i idziemy do tej sympatycznej kawiarni pod katedrą ... piję mocną kawę, na wychodnym trochę nierozsądnie biorę paskudne lody ...



wodniste, przesłodzone, bleh. 
efekty szastania kartą wyglądają wieczorem tak:


dzisiaj natomiast przywitały mnie puste korytarze, dziuple po bibliotekach i osamotnione kwiaty ... oddałam nietkniętego Kapuścińskiego i jakąś peerelowską biografię Henryka VIII.


 nasiadówka została spędzona z Szołem Alejchem, pierwszy rozdział Tewje


trochę na gwałt dopisałam papierów, bo papiery najważniejsze. bardzo to wszystko było rozsądne w tym roku, zwalić jak najwięcej na innych, a gdy pytają "jak to się robi" odpowiadać "nie mam pojęcia, mnie nie pytajcie". uczyłam się od mistrzyni. 
potem szpinakowa pizza na spółkę z A. w nowym P. i czarna kawa w bezie ...


powiedziano nam, że lokalnie grożą burze, gradobicia i inne nieszczęścia ... czekamy ... czekamy ... zdjęcia rozjaśnione, nie chciało mi się kontrastować tych krótkich podglądów z IG. jak widzisz nie mam w zanadrzu żadnej pouczającej historyjki. chwalmy Pana Zalewskiego ... dobry dzień

 

3 komentarze:

  1. na korki z ruska zapraszam any time ;). pokot, pokot, pokot - czytaj, czytaj i mów jak. ja skończyłam dzisiaj rano i do tej pory żałuję, że skończyłam, i że w ogóle ten koniec przeczytałam. te ostatnie 30 stron zostawione na poranny deser. dawno, ale to serio dawno nie przeczytałam DOBREJ książki. chyba ze 20 lat będzie. więc nareszcie. och.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, mówisz, tak przekartkowałam w empiku i postanowiłam kupić, bo parę myśli wydało mi się ... no tak jakby ... dla mnie. Filmu jeszcze nie widziałam, staram się zachować właściwą kolejność ...

      Usuń
  2. też nie widziałam. ;). to czekam :)

    OdpowiedzUsuń

miłego dnia. have the nicest of days