czwartek, 6 lipca 2017

wędrówka

w poniedziałek bardzo rano wybrałam się do Wro, żeby dojechać do Karpacza. Pe wsiadł w Jeleniej. pierwszego dnia zrobiliśmy etap z Karpacza czarnym do Sowiej Przełęczy, tam na czerwony i przez Czarną Kopę do Śnieżki i pod nią. parę razy zatrzymywaliśmy się na rozmowę i podziwianie widoków oraz kabanosy i kanapkę z jajkiem, np. w Jelence. spanie w Domu Śląskim. pok. nr 6.


nie wiem czemu te durne mapy są północą do dołu, jakoś ta północ do dołu mnie wkurza. w każdym razie dnia drugiego dobrze po 9 wyruszyliśmy dalej czerwonym żeby z góry zerknąć na Samotnię i Wielki Staw. obiad był w Odrodzeniu (mogliby to zdjęcie Havla i Wałęsy odbić na lepszym papierze i oprawić), po nim wdrapywanie się do Wielkiego Szyszaka. obfotografowaliśmy Śnieżne Kotły bez śniegu i z Łebskiego zeszliśmy żółtym do Schroniska ... była ok. 18 ...


miałam tego dnia zamiar jeszcze karkołomnie wracać ze Szklarskiej do domu, ale Pe zdecydował, że możemy przeholować z oceną ile czasu zajmie nam dojście do dworca ... po za tym, czy ktoś nas gonił? pok. nr 9.

parę zdjęć zrobionych tam i siam ... z pakowania np. i drogi w kierunku Jeleniej ...



szlak zaczęliśmy spokojnie i jak widać prowiant został wcześnie rozpakowany, dość długo siedzieliśmy w tym miejscu rozmawiając o raku i życiu ...



szlak pomiędzy tymi dwoma zdjęciami naprawdę przepiękny, miejscami tonący w kwitnącej kosodrzewinie ... na szczycie Śnieżki parodia dawnej restauracji, zjadłam hitowego gofra z bitą śmietaną i sosem czekoladowym siedząc na podłodze. po zejściu zaś moja pierwsza zupa pomidorowa w schronisku ...


herbatki z cytryną nie zabrakło a towarzystwo Pe wydatnie wpłynęło na ilość rabatów ...



noc w Domu Śląskim była oświetlona księżycem, poranek przywitał nas lekką mżawką ...



w czasie tej drogi każdorazowo dziwiła mnie rosnąca odległość od czubka Śnieżki, który chował się i pojawiał znowu wielokrotnie, aby na dobre w końcu zniknąć. na obiad zatrzymaliśmy się w Odrodzeniu na takie coś:



a to już pokój pod Łabskim Szczytem ...


rzeczywiście droga w dół nie była wcale taka ekspresowa, ale w środę wszystkie środki komunikacji czarodziejsko ze Szklarskiej, a potem z Jeleniej do Wro i do T. zjawiały się w ciągu pięciu minut. pożegnaliśmy się z Pe w J. narzekał czemu nie jadę z nim do W. można tam kupić książkę Urodzony na cmentarzu. no to jutro jadę znów ... ^^

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Tak, spokojny spacer górami w dobrym towarzystwie, rewelacja :)

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days