czwartek, 20 lipca 2017

zapewne

można to nazwać bezsiłą. to, co czuję. ludzie w wielu miastach, w tym we Wro, protestują. u nas, pod neogotyckim budynkiem z czerwonej cegły.

Mruczusiowi zarastają rany nowym włosem, kotek bawi się w jednej części ogródka, poluje na pasikoniki, lubi się bujać na huśtawce. Rózia i Maciej dają do zrozumienia, że to imigrant, ostentacyjnie wieczorem relaksują się w drugiej części ogrodu, tej zachodniej, z nagrzanymi słońcem kamieniami.

kawałek mojego serca gdzieś utknął i rozmowy z Pe nic na to nie pomogą. wydaje się nawet, że zaczynam o całej tej sprawie i tzw. perspektywach myśleć z niechęcią. Pe jest miły, to jeszcze bardziej komplikuje rzeczywistość. może to są te złe dni na takie rozważania. Bieguni idą mi za szybko jak na książkę bez sensownej fabuły, będzie mi smutno ją kończyć. wczoraj poczta przywiozła mi Schuchardta x 4: Demona, Chrzest, Chemię i Miasto 44.

2 komentarze:

  1. Protesty protesty protesty...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, niektórzy nie wiedzą po co to w ogóle, uważają te wydarzenia za bzdurne. Potrafią się dopatrzyć ciągu przyczynowo-skutkowego tam gdzie go nie ma, a tam gdzie jest dziwią się efektem. Kolejne wprowadzane przepisy zmieniają naszą Polskę tak, jak #lexszyszko ogołaca kraj z drzew. Zmiany są realne i dotyczą nas wszystkich, tylko część społeczeństwa na razie skupia się na tureckich telenowelach.

      Usuń

miłego dnia. have the nicest of days