sobota, 23 września 2017

pierwszy dzień

jesieni. przechlapany. tylko Kraciasty w okienku laptopa uśmiechnięty. cieszę się na myśl o Dyjaku w listopadzie, deszczu za oknem, gdy siedzimy w samochodzie i patrzymy na port. z Luśkiem rozmawiałam laptogowo, pogłębiają się jej zmarszczki wokół ust, jest jakaś zmęczona, chce gdzieś uciekać, a ja nie dziwię się jej. może w tygodniu spotkanie, jeśli ona będzie miała czas. w brzuchu śliwka i sałatka z tuńczykiem. witaj, jesieni.
 

Ech, egzystencjalne myśli to ja mam od dłuższego czasu, bo tak to jest, gdy człowiek spiknie się z drugim człowiekiem, który ma kilka chemii za sobą a ja zaczynam go lubić. I się kur* zamartwiać zaczęłam, aż w końcu stwierdziłam, że zamiast mieć tą sraczkę, to może lepiej w góry pojechać, albo się pościskać i wycałować przy ludziach, chociaż jak się jest po 40-ce to na takim małym mieście będą na nas patrzeć jak na debili. Wali mnie to, życie krótkie jest. Też jestem za eutanazją, chociaż z drugiej strony myślę, że jak ktoś ma siłę to niech walczy na sztachety i noże, bo po tamtej stronie to gówno jest. I nie pociesza mnie, że to może unicorny tam nawożą. pzdr ^^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

miłego dnia. have the nicest of days